Godzina szósta minut trzydzieści. Odczuwam uciska na duchu, ale zwlekam się z wyra. Chwile potem bez życia ładuję się do przepełnionego tramwaju. Jeden przystanek, drugi, trzeci, czwarty. Zaparowane okna zlepiają się z rozmazanymi szarymi budynkami. Stopniowo bydło ładuje się do środka, a ja jestem jednym z nich. Na zewnątrz pada ni to śnieg ni to deszcz. Kolejny przystanek - nareszcie mój. Krok, krok, krok, stop. Zapchana winda pełna zombie wjeżdża na piąte. Dalszy dzień szkolenia. O 9 dostaje słuchawki i karzą mi sprzedawać Netię. Po 200 telefonie następuje 14:40. Możecie iść do domów. Z samego koniuszka Bronowic na piechotę do ScanMedu.
- Dzień dobry! Przyszedłem się umówić na wizytę z lekarzem. Potrzebuję zaświadczenia, że mogę podjąć naukę.
- Dobrze, to umówię pana na 16:15 w poniedziałek. Potrzebuję jedynie legitymację.
- Ale ja właśnie przyszedłem po to zaświadczenie, aby wyrobić legitymację.
- To bez tego nie mogę pana umówić.
- A nie może być zaświadczenie, że jestem uczniem?
- Ostatecznie... może.
No to teraz do Cosinusa.Znów kilometry do pokonania. Gdy dotarłem - wchodzę do sekretariatu.
- Dzień dobry! Czy mogłaby mi pani wystawić zaświadczenie, że jestem uczniem?
- Ale pan nie przyniósł orzeczenia lekarskiego.
- Tak, ale potrzebuję to zaświadczenie, aby móc pójść do lekarza.
- Bez niego nie mogę wystawić.
- Czy pani rozumie moją patową sytuację? Potrzebuję jednego zaświadczenia, aby móc zdobyć drugie. Teraz dowiaduję się, że aby zdobyć drugie potrzebuję pierwszego.
Po namowach, wbrew administracyjnym przepisom dostaje zaświadczenie, które de facto według rozporządzenia ministra zdrowia i opieki społecznej jest wymagane od:
"...uczniów tych szkół, studentów oraz uczestników studiów doktoranckich, którzy w trakcie praktycznej nauki zawodu lub studiów będą lub są narażeni na działanie czynników szkodliwych, uciążliwych lub niebezpiecznych dla zdrowia..."
Jakie niebezpieczeństwo czyha na mnie przy uczeniu się organizacji reklamy? Zachlapię się farbkami na śmierć? Urwie mi dłoń od robienia notatek? Już to widzę jak rozpadam się na kawałeczki, przy każdym naciśnięciu długopisu na kartkę. W szpitalu mi mówią: "A widzisz? Jednak nie byłeś zdolny do podjęcia nauki, rozleciałeś się w drobny mak! Teraz możesz pozwać tamtego lekarza, który wystawił ci zaświadczenie!". Rozprószony po całym łóżku przytakuję i efektywnie zamieniam się w zombie.
